Pan Bóg – władca żywiołów

Mamy w ostatnich tygodniach bardzo ekstremalną, zimową pogodę. Doskwierają nam niespotykane wcześniej mrozy, więc czekamy z utęsknieniem na ocieplenie, o wiośnie nie wspominając, bo to jeszcze za wcześnie.

Czasami ludzie powiadają w takich sytuacjach, że to matka natura daje o sobie znać i to coraz mocniej. Tak nas kiedyś, a teraz nasze dzieci i wnuki, uczą w szkołach na lekcjach geografii. Tylko konia z rzędem temu, kto mógłby nam wyjaśnić, kim ta nasza matka natura w rzeczywistości jest? Termin to bowiem bardzo ogólnikowy, jakiś wbrew pozorom bezosobowy i bardzo enigmatyczny.

A przecież dla nas chrześcijan nie ulega wątpliwości, że to nie matka natura, tylko nasz Bóg-Stwórca stoi za wielkimi żywiołami przyrody. To On przecież wszystko stworzył i cała harmonia w przyrodzie jest Jego genialnym dziełem. Natomiast wszelkie anomalie i coraz bardziej gwałtowne zjawiska pogodowe, to przecież między innymi efekt rabunkowej i bezmyślnej eksploatacji naszej planety przez człowieka. Zatruliśmy i nadal zatruwamy nasze środowisko, toniemy w miliardach ton śmieci oraz nieulegających rozkładowi odpadów.

Tak to już zwykle jest, że kiedy jako ludzie wiemy lepiej i poprawiamy naszego Stwórcę, wtedy dzieją się zazwyczaj rzeczy złe i działające na naszą niekorzyść. Jaka więc czeka nas przyszłość? Czy nasi następcy będą mieli nadal czym oddychać i nadal oglądać cuda Bożego stworzenia, jak nam jeszcze to jest dane, wszak żyjemy w otoczeniu stosunkowo mało skażonym przez człowieka?

Wracając zaś do gwałtownych zjawisk pogodowych, które niestety coraz bardziej się nasilają, jesteśmy skłonni tłumaczyć je ociepleniem klimatu, dziurą ozonową lub zmianami na Słońcu i temu podobnymi teoriami. Kiedy zaś doświadczam silnych mrozów, albo latem słyszę potężne grzmoty lub gwałtowne porywy wiatru, czasem zadaję sobie pytanie: A może to są objawy gniewu Boga na ludzi, którzy tak często i tak obcesowo zapominają o Nim lub Go ignorują?

Zdaję sobie sprawę, że kataklizmy pogodowe dotykają różnych ludzi i wydaje się nam, że losowo i przypadkowo rujnują dorobek życia zarówno tych, co są bogobojni, jak i tych, którzy Boga usunęli na trwale ze swojego życia i myślenia. Mam jednak nieodparte wrażenie, że nie bierzemy na serio Bożych ostrzeżeń, a przecież dajemy Stwórcy tak wiele powodów, by się na nas gniewał.

Tymczasem dzisiaj słyszymy z wielu kazalnic i ambon, że Bóg jest dobry, kocha nas wszystkich bez wyjątku, jest cierpliwy i miłosierny i że w ogóle nie powinien – a może i nie ma powodu – by się na nas gniewać. Nie jesteśmy przecież tacy najgorsi. Nie jest to jednak pełna prawda zarówno o Bogu, jak i o nas. Nasz Ojciec w niebie jest Bogiem sprawiedliwym i nie toleruje wszelkiego zła, a szczególnie lekceważenia Go. Dlatego ma prawo i ma potężną moc, by okazać ją na dowód, że nie jest usatysfakcjonowany naszym sposobem życia i naszą religijnością.

Wielu chrześcijanom brakuje bojaźni Bożej, respektu i głębokiego szacunku do Tego, w którego rękach są wszystkie żywioły tego świata. Gdyby chciał, mógłby jednym zdmuchnięciem zmieść nas z powierzchni ziemi i zetrzeć na proch, a jeśli tego nie robi, to tylko dlatego, że cierpliwie czeka na nasze opamiętanie i powrót do pełnej poddania oraz posłuszeństwa postawy z naszej strony.

Traktujmy poważnie Boże ostrzeżenia, także te płynące z ekstremalnych zjawisk przyrody. Zobaczmy w nich potęgę Boga i Jego pełne panowanie nad naturą. Mimo wielkich osiągnięć ludzkiego umysłu nadal jesteśmy bezsilni i bezradni wobec mrozów, upałów, trąb powietrznych i huraganów. Nie jesteśmy w stanie ich powstrzymać ani przewidzieć na przykład wybuchów wulkanów lub trzęsień ziemi. Strzeżmy się więc bezmyślnej arogancji, że oto jesteśmy panami naszych losów i władcami tego świata. Więcej bojaźni i pokory życzę nam wszystkim. Pochylmy głowy przed Panem wszystkich żywiołów i prośmy Go z pokorą o zachowanie nas od złego, bo tylko On jest w stanie zlitować się nad nami.